Patron szkoły

Patronem naszej szkoły jest Pułkownik pilot Wojciech Kołaczkowski.

 

patron1.jpg [160x238]

Wojciech Kołaczkowski -Pułkownik pilot, jeden z dowódców legendarnego myśliwskiego Dywizjonu 303. Urodził się 18 kwietnia 1908 roku we wsi Moszenki na Lubelszczyźnie. Miał zaledwie 10 lat, kiedy zafascynowało go lotnictwo. - Był to przypadek - wspominał podczas jednej z wizyt w Lublinie. -Jakiś lotnik, lecący z Warszawy do Lwowa, miał defekt silnika akurat w okolicy majątku moich rodziców  i wylądował przymusowo na należącej do ojca łące. Samolot tak mnie zainteresował, że już wtedy postanowiłem zostać pilotem.

Wkrótce potem rodzina Kołaczkowskich przeniosła się do Łabuniek koło Zamościa, gdzie nabyła majątek, a ojciec z myślą o spadkobiercy zdecydował kształcić syna na agronoma. Niestety zaraz po kupnie i przeprowadzce odwiedziła ich Armia Konna Budionnego w czasie wojny bolszewickiej i musieli przed nią uciekać do majątku Pliszczyn koło Lublina. Wojciech Kołaczkowski nie przestawał jednak myśleć o lotnictwie. Został najpierw członkiem Lubelskiego Klubu Lotniczego, w którym zdobył "ostrogi" pilota sportowego. To ułatwiło mu przyjęcie do dęblińskiej Szkoły Orląt, którą w 1930 roku ukończył w stopniu sierżanta podchorążego, a po dalszych trzech latach kształcenia w Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa mianowany został podporucznikiem pilotem. Na zdjęciach z III Lubelsko-Podlaskich Zimowych Zawodów Lotniczych rozegranych w 1933 roku, można rozpoznać wojskowo-cywilną załogę gospodarzy - por. pil. Kołaczkowskiego i obserwatora Grzeszczaka przy samolocie LKL-4. Z jego kapryśnym silnikiem mieli na trasie okrężnej sporo kłopotów i mimo trzykrotnych przymusowych lądowań, dzięki samozaparciu Wojciecha Kołaczkowskiego rajd ukończyli. Prof. Tadeusz Pruszkowski, artysta malarz i zapalony pilot amator, tak to zanotował: "... Wielką sławą okrył się młody lublinianin, Kołaczkowski, boć chociaż nieszczęściem trzy razy do siadania przymuszon, przecie maszynki nie rozbił i dnia drugiego całą do domu przywiódł, z którego to czynu kronikarz wielką młodemu rycerzowi przyszłość przepowiada..." W zupełnie odmiennych warunkach, w parę lat później sprawdziła się opinia prof. Pruszkowskiego. Przez pewien czas por. pil. Kołaczkowski pełnił służbę w 114. eskadrze myśliwskiej 1 Pułku Lotniczego w Warszawie, aby w 1937 roku powrócić do Szkoły Orląt, gdzie został instruktorem podchorążych.

Po wybuchu wojny, ewakuacyjnym szlakiem przez Rumunię, Jugosławię i Grecję przedostał się do Francji, a potem do Anglii. - Nie zdążyłem na Battle of Britain - ubolewał we wspomnieniach - gdyż zanim przeszkoliłem się na angielskich samolotach, to było już po bitwie. Ale otrzymałem przydział do polskiego dywizjonu myśliwskiego 303, który po tej właśnie bitwie stał się sławny. Wojciech Kołaczkowski szybko dał się poznać jako doskonały, bojowy pilot myśliwski. Wkrótce został dowódcą eskadry, a w rok po przyjściu do dywizjonu objął dowodzenie nim, które sprawował do maja 1942 roku. W tym czasie Dywizjon 303 brał udział w wielu operacjach nad Anglią i wyprawach nad zajętą przez Niemców Francją. Podczas jednego z takich rajdów samolot Kołaczkowskiego został uszkodzony i tylko dzięki odpowiedniej taktyce pilotażu powrócił do bazy. Pilot uniknął w ten sposób niewoli i mógł objąć kolejne wyższe stanowisko: zastępcy dowódcy Polskiego Lotnictwa Myśliwskiego w Wielkiej Brytanii. Kołaczkowskiemu, lotnikowi z krwi i kości, nie odpowiadała jednak funkcja oficera sztabowego, chciał dalej latać bojowo. Kolejno dowodził więc najpierw II, a potem I Polskim Skrzydłem Myśliwskim. Ani się obejrzał, kiedy wyliczono mu, że odbył łącznie pięć tur bojowych (każda po 50 lotów!) i to... wystarczy. Znowu został odkomenderowany do sztabu, tym razem 11. Grupy Myśliwskiej, a więc jako oficer operacyjny dowodził nie tylko Polakami, ale także... Anglikami! To jeden z rzadkich przypadków w historii II wojny światowej, gdyż Anglicy byli raczej nieufni w powierzaniu dowodzenia swoimi lotnikami obcokrajowcom. Chyba że byli pilotami tej klasy co Wojciech Kołaczkowski! Zdobył on wiele odznaczeń bojowych, m.in. krzyż Virtuti Militari, a podczas jednej z ostatnich wizyt w Lublinie, płk. Kołaczkowski wyróżniony został medalem "Serce dla serc", nadawanym tym, którzy życiem dowiedli, że potrafią "oddać swe serce w ofierze". A Wojciech Kołaczkowski całe serce oddał walce o wolność Polski.

Zmarł 19 lipca 2001 w Sarasocie na Florydzie w sędziwym wieku 93 lat. Spoczął na Powązkach.

Informację przygotowała Elżbieta Rola

Wojciech Kołaczkowski - patron naszego gimnazjum.